Czym jest „dobry hotelowy pokój”?

Czy jedziesz na dłuższe wakacje, czy po prostu czeka cię krótsza wycieczka – nie ma nic ważniejszego niż dobry pokój hotelowy. To od niego zależy, czy dobrze wypoczniesz i w jakim nastroju obudzisz się następnego dnia, a więc to jego jakość decyduje o tym, jak będziesz wspominał swój wyjazd. Tylko co naprawdę znaczy określenie „dobry pokój”?

Czy pokój można nazwać „dobrym” tylko wtedy, gdy hotelowi przyznano co najmniej cztery gwiazdki? Czy musi w nim stać duży, plazmowy telewizor, czy na ścianach powinny wisieć marmury, czy w przedpokoju powinien być rozwinięty perski dywan? Niekoniecznie.

Nieważne, czy kupujesz bilety autokarowe, czy raczej wybierasz drogie bilety lotnicze; czy rezerwacja hoteli to coś, czym zaprzątasz się głowę, czy zatrzymujesz się w miejscach, które akurat są wolne i tanie – żadne z powyższych rozwiązań, choć wszystkie różnią się cenowo, nie gwarantuje, że dostaniesz pokój lepszy niż osoby, które podjęły inną decyzję.

Każdy z nas może bez problemu nazwać dwa podstawowe oczekiwania, które pokój hotelowy musi spełniać, byśmy przynajmniej pomyśleli o zatrzymaniu się w nim. Są to czystość i dostęp do bieżącej wody. Hotele muszą spełniać te standardy, a te które tego nie robią, są pojedynczymi wyjątkami; ich działalność prawdopodobnie zakończy się podczas najbliższej inspekcji Sanepidu. Jednak inne cechy oferowanych pokojów, takie jak przestronność, modny wystrój czy dostęp do nowoczesnych gadżetów (Internet, telewizory, DVD), a nawet dostępność posiłków, nie wpływają już na samą jakość naszego pobytu. Można bowiem bez cienia wątpliwości stwierdzić, iż osoba pragnąca uciec od miejskiego zgiełku znacznie lepiej odnajdzie się w tańszym i teoretycznie mniej atrakcyjnym pokoju w niewielkim pensjonacie, niż w apartamencie z własnym stołem bilardowym i widokiem na ruchliwą ulicę. I odwrotnie – nawet najdoskonalszy hotel położony na odludziu nie zadowoli człowieka, którego pociąga życie w wielkim mieście.

Jak zatem wybierać? Jeśli cena ma dla ciebie znaczenie – raczej nie masz wyboru, kieruj się nią. Jeżeli możesz sobie pozwolić na wydatek, nie sugeruj się sloganami reklamowymi, lecz poszukaj w Internecie opinii innych osób. Czy jest spokojnie, czy rozrywkowo; czy przez recepcję przelewa się tłum, czy trudno kogokolwiek spotkać; czy wystrój jest klasyczny, czy nowoczesny. Oceń, czego oczekujesz i wówczas wybierz. W tym momencie gwiazdki przestają się liczyć, a ważna staje się atmosfera.

Wybierając pokój hotelowy warto więc mieć na uwadze cel naszej wyprawy, a nie kierować się suchą oceną liczbową. Spełniając osobiste wymagania podróżników – i to niezależnie od ceny – hotele udowadniają, jak prawdziwe jest powiedzenie „pieniądze szczęścia nie dają”.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Na lotnisku z Polakami

Koszmar – to słowo idealnie oddaje moje odczucia wobec tego, co przeżyłem na lotnisku, gdy po raz pierwszy miałem lecieć z grupą Polaków.

Na lotnisko dotarłem jak zwykle – o kilka godzin za wcześnie. Mam na tym punkcie małego fioła; na przystanku autobusowym muszę być na dziesięć minut przed czasem. Na peronie – pół godziny. Na lotnisku… cóż, tu najchętniej koczowałbym przez miesiąc przed planowanym odlotem. Rezerwacja hoteli, pakowanie, ogólne przygotowania do podróży wymagają zbyt dużego wysiłku, by potem przegapić swój termin. Nietrudno się domyślić, że czekanie mnie denerwowało, zwłaszcza że wyprawę odbywałem parę lat temu, kiedy tanie linie lotnicze miały okres niezbyt pewnego działania; no ale autokary czy taksówki jako środek transportu nie wchodziły. Miałem świadomość, że samolot mógł odlecieć wcześniej, mógł odlecieć później, a mógł wcale nie wystartować. Postanowiłem, że lepiej mieć w zapasie parę godzin.

Kiedy przez głośniki zaanonsowali, że będą wpuszczać na pokład, rozpętało się piekło. Ziemia zadrżała. Coś zafurkotało. To tłum ludzi poderwał się z miejsc i popędził do bramki, trzymając bilety lotnicze w wyciągniętych rękach i machając nimi jak na konnej gonitwie. To byli Polacy.

Polacy mają bardzo specyficzną metodę ustawiania się kolejki. Zwłaszcza na lotnisku. Najwyraźniej kieruje nimi jakaś dawno nabyta obawa, że samolot odleci bez nich. Nieważne, że każdy zostanie wpuszczony i każdy usiądzie na przypisanym mu wcześniej miejscu. Kiedy tylko trzeba ustawić się w kolejkę – każdy próbuje podejść do okienka z własnej strony. Kto pierwszy, ten lepszy, a kto ostatni… ten najwidoczniej słaby i głupi. Za każdym razem, gdy w tym uczestniczę, czuję głębokie zażenowanie.

I ten zapach kanapek. Oczywiście kiedy jeszcze można je było bez problemu wnieść na pokład; dziś też pewnie się da, ale chyba nikt nie chce ryzykować. Polacy to jedyny naród, który bierze (brał) kanapki na podróż samolotem. Dzisiaj zamiast kanapek Polacy cuchną piwem. Nawet kiedy nie są pijani. Nie mówiąc już o często powtarzanym słowie, którego znaczenie zna już chyba cały świat – gdy pada w pobliżu po raz setny, czuję się zawstydzony nawet gdy przebywam z kimś, kto nie mówi po polsku.

Wielu Polakom-turystom brakuje kultury, co do tego nie ma wątpliwości. Ale może ma to jedną zaletę: o wiele bardziej doceniam porządnych ludzi. Nawet jeśli nie odezwą się do mnie słowem, są moimi przyjaciółmi.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Wakacje w autobusie

Polskę można zwiedzać na różne sposoby, ale czy ktoś z was wpadł na szalony pomysł przejechania po całym kraju… autobusem?

Bilety lotnicze? Drogie. Bilety autokarowe? Już lepiej. Bilety autobusowe? Tanio, ale… kto chciałby podróżować autobusem? Przecież to najgorszy możliwy środek transportu, kojarzący się z tłokiem, niewygodnymi siedzeniami i długimi postojami w korkach, prawda? Niekoniecznie.

Dla prawdziwych podróżników wygoda jest ostatnią z rzeczy, o które martwią się podczas swoich wypraw. Gdyby zdobywcy przejmowali się komfortem, zapewne do dziś nie wiedzielibyśmy, co leży za morzem, a próby zdobycia biegunów nie podjęlibyśmy w najśmielszych snach. Wakacyjne podróże autobusami byłyby nie tylko sprawdzianem naszej odporności na niewygody, ale i testem zdolności logistycznych – dokładne opracowanie trasy wykorzystującej kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt pojazdów, nie jest łatwym zadaniem. Do pozostałych zalet najtańszego środka transportu należy fakt, że dzięki niemu każdy z mijanych terenów można poznać z bliska. Jeśli spodoba nam się jakaś okolica – wystarczy wysiąść na najbliższym przystanku, nie czekając kolejnej godziny, aż pociąg zatrzyma się na stacji czy autokar dojedzie do zajezdni.

Podróżowanie komunikacją miejską ma jednak wadę. Jest nią podział związków komunikacyjnych na zależne od regionu grupy. Sprawia on, iż nie można zakupić biletu – jednorazowego, okresowego czy imiennego – który byłby ważny w całej Polsce. W efekcie wyprawa dookoła kraju wiązałaby się z wydatkami (nieprzesadnie wysokimi, ale jednak) i fatygą.

Wszystko jednak jest kwestią planowania. Dobrze pomyślana podróż pozwoli zaoszczędzić na niepotrzebnym kupowaniu biletów. Jeśli w jakimś regionie zabawimy przez jeden dzień, można kupić bilet dwudziestoczterogodzinny zamiast kilku jednorazowych lub tygodniowego. W przypadku, gdybyśmy na jakimś terenie zabawili dłużej – istnieją inne, korzystne finansowo opcje.

Wakacje spędzone w autobusach z pewnością byłyby oryginalną formą podróżowania i wypoczynku, pozwalającą jak żadna inna zapoznać się z kolorytem lokalnych społeczności. Czy ktoś się na nie odważy?

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

7 najlepszych miejsc na spędzenie urlopu

Planujesz urlop? Wakacje? A może ferie? Chcesz wydać dużo pieniędzy czy mało? Pragniesz odpocząć czy przeżyć przygodę? Jakiekolwiek są Twoje preferencje, doradzimy Ci, gdzie warto jechać.

1. Na ferie zimowe – Szwajcaria

Zimowe Szwajcarskie plenery były umiłowanym widokiem setek ekip filmowych i telewizyjnych, zwłaszcza w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Było tak nie bez powodu. Imponujące szczyty Alp, wspaniałe narciarskie stoki, sielankowa atmosfera i poczucie obcowania z czymś prawdziwie wielkim – oto odczucia, jakie towarzyszą zwiedzaniu tego wspaniałego regionu. Zimą jest tam najpiękniej, więc nie warto się dłużej zastanawiać. Do biura podróży – marsz!

2. Na Święta Bożego Narodzenia – Hawaje

Dlaczego Hawaje? Miejsce, w którym zawsze panuje lato, a muzyka nigdy nie kojarzy się z Bożym Narodzeniem? Ponieważ to wspaniała odmiana. Jak wiele lat spędziłeś w tej samej atmosferze – przy choince, padającym śniegu, jedząc karpia i popijając domowy kompot? Odmiana Cię odświeży, a jeśli nawet ci się nie spodoba, przynajmniej jeszcze bardziej docenisz tradycyjne metody spędzania świąt.

3. Na wakacje – Nowa Zelandia

Jeśli oglądając „Władcę pierścieni” zastanawiałeś się, skąd oni wytrzasnęli takie wspaniałe, fantastyczne wręcz widoki – oto odpowiedź. Nowa Zelandia to prawdziwa perełka dla miłośników imponujących przestrzeni. Rozległe trawiaste równiny, wspaniałe góry, niewielkie i urokliwe miasta – tutaj znajdziesz to wszystko, a nawet więcej. Nowa Zelandia Cię zaskoczy, a po powrocie będziesz się zastanawiać, jak można było przez tyle lat żyć nieświadomym istnienia tak pięknego miejsca na Ziemi.

4. Na wiosenny wypad – Japonia

Japonię nie bez powodu nazywa się Krajem Kwitnącej Wiśni. Drzewa te, zakwitające każdego roku, stanowią prawdziwie zapierający dech w piersiach widok. Są tak piękne, że stały się fetyszem milionów Japończyków. Napisano o nich tysiące wierszy i ułożono równie wiele piosenek. Do Japonii warto się wybrać tylko dla nich… choć sam kraj ma jeszcze mnóstwo innych zalet.

5. Na jesienny wypad – Zawiercie

Zawiercie to esencja polskości. Miasto, które niczym się nie wyróżnia, ale – miasto spokojne. Czy możesz uczciwie powiedzieć, że kiedykolwiek byłeś w Zawierciu? Jeśli nie, wybierz się tam, najlepiej jesienią. To pora dobra do zadumy, tak jak Zawiercie jest miastem dobrym do zadumy. Senne spacery jego ulicami wprawią Cię w melancholijny nastrój, idealnie pasujący do trzeciego kwartału roku.

Cóż można powiedzieć więcej? Kupuj bilety lotnicze (chyba że wolisz autokary – wtedy bilety autokarowe)! Potem pozostaje tylko rezerwacja hoteli – i można wybrać się na urlop życia. Miłej podróży!

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Gotowość na najgorsze

Jaka jest pierwsza i najważniejsza zasada podróży wszelakich? Bądź gotowy na wszystko. Bowiem wszystko może cię zabić, okaleczyć, zranić, a przynajmniej utrudnić życie czy zdenerwować.

Wakacje – fajna rzecz; każdy je lubi. Nic, tylko kupić bilety autokarowe albo bilety lotnicze, zapakować się w środek transportu, przeżyć trudy podróży i rozkoszować się zabytkami, imprezami, plażą… Chyba, że coś nie wypali. A coś na pewno nie wypali, bowiem nie ma wczasów idealnych. Zdenerwuje cię przynajmniej jedna rzecz. Lepiej, abyś był na nią gotowy.

Najważniejszym elementem strategii, którą powinieneś obrać, wyprawiając się gdziekolwiek, jest oczekiwanie na najgorsze. O, tak. Dobrze wiesz, że świat tylko czeka na to, aby podstawić ci nogę – nie bądź nierozsądny i nie ignoruj tej wiedzy. Nie unikniesz bowiem potknięcia, ale – jak tybetański mnich – wiedząc o nim, możesz się na nie przygotować, przyjąć z godnością i zaakceptować.

Marzycielstwo to najgorsza cecha wycieczkowiczów. Wydaje im się, że żona będzie zachwycona pokojem, który wybrali, a dzieciaki zajmą się jedzeniem lodów i nie będą marudzić. O, NIE! Walka, którą czasem zwiemy turystyką, nie byłaby dla nas, mężczyzn, tak ważna, gdyby wszystko szło gładko i bez potknięć. My, twardziele, musimy nieustannie się sprawdzać – i wycieczki są dla nas ku temu okazją. Jeżeli pakujesz się z nastawieniem, że nie będziesz musiał się niczym martwić, lepiej rozpakuj się i przemyśl wszystko na spokojnie.

Wyjeżdżasz w obce miejsce. Spotkasz tam masę ludzi. Prawdopodobnie przyroda będzie tam rozpleniona bardziej niż w okolicach domu. Każdy jeden z tych czynników z osobna gwarantuje, że coś pójdzie niezgodnie z planem, a co dopiero wszystkie naraz! Pamiętaj zatem: bądź gotowy. Bądź czujny. Bądź zwarty. Masz misje do wypełnienia. Nie zawal tego przez własną niefrasobliwość.

Opublikowano Uncategorized | Skomentuj

Co grozi turyście

Turyście grozi zasadniczo wszystko – od komarów, przez zatrucie pokarmowe, po niespodziewaną inwazję kosmitów. Przeanalizujmy trzy najgroźniejsze scenariusze.

1. Brak papieru toaletowego

To jedna z najbardziej przerażających sytuacji, zwłaszcza w tych bardziej egzotycznych lokalach, w których jedna łazienka przypada na cały budynek, i tak się właśnie składa, że cały budynek czeka w kolejce, by skorzystać po tobie. Jak zapobiec katastrofie? Spakować trochę papieru. Na wszelki wypadek. Co prawda nie musisz tak zabezpieczać się, wybierając się do Hiltona, ale jeżeli lubujesz w bardziej dzikich wycieczkach…

2. Sklepy zamykane po 21:00

To rzadkość, ale nadal można się na taką tradycję natknąć. Niektóre ludy przyzwyczajone są bowiem do wczesnego zapadania w sen – i nic na to nie poradzisz. Na wszelki wypadek warto więc zaopatrzyć się wcześniej we wszystko, co będzie potrzebne danego wieczora. Jasne, nie zawsze możesz przewidzieć swoje potrzeby, ale chyba z grubsza potrafisz je określić, prawda?

3. Kraken

To z kolei przestroga dla miłośników rejsów. Pojawienie się krakena zwykle poprzedzone jest basowym ryknięciem i wyłonieniem się spod wody długich macek. W takich sytuacjach nieprzygotowany podróżnik może ulec panice – zupełnie niepotrzebnie. Wystarczy mieć podstawową wiedzę na temat krakenów, aby wiedzieć, że nienawidzą odgłosu siorbania. Idealnym preparatem antykrakenowym jest zatem niemal pusty kubek z napojem i słomką – a o taki rekwizyt na statku rejsowym nietrudno. I po sprawie – kraken staje się atrakcją, a nie zagrożeniem.

Uważasz powyższe przykłady za straszne? Zniechęcające? Nie są takimi! Grunt to być przygotowanym. Czy wyprawiasz się daleko, czy wybierasz tanie linie lotnicze, by odwiedzić naszych sąsiadów – odłóż trochę grosza na nieprzewidziane wydatki i sytuacje zagrożenia. Nie oszukuj się – nawet wakacje w siedmiogwiazdkowym hotelu nie gwarantują, że spotka cię pech. Nie ma jednak nad czym się użalać; takie już jest życie. Odbierz więc zamówione bilety lotnicze i baw się dobrze. Wystarczy, że będziesz przezorny. Nic więcej.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Grecka nauczka

Zdarzyło ci się, dzieciaku, przysnąć na materacu i obudzić się na środku jeziora? Jeżeli tak – straszna z ciebie gapa. Następnym razem bądź bardziej ostrożny. Co stałoby się, gdybyś plażował nie przy jeziorze, a przy otwartym morzu?

Oto historia mniej więcej prawdziwa, która spotkała zawodowego turystę – pana Czesława. Niech posłuży za przestrogę nieuważnym plażowiczom. Także tobie.

Wakacje pana Czesława zapowiadały się pięknie. Tanie linie lotnicze ogłosiły promocje na bilety lotnicze do Grecji – miejsca, które Czesław zawsze pragnął odwiedzić. Ot, ostało mu się dziecięce marzenie, by zrobić sobie zdjęcie przy krzywej wieży w Pizie. Co prawda Czesław nie wiedział, że Piza nie leży w Grecji, ale nikt nie raczył był go o tym poinformować.

Wyprawił się zatem Czesław do kraju bogów Olimpu, a jeden z poranków postanowił przeznaczyć na wylegiwanie się na złotych, nadmorskich piaskach. Do głowy przyszła mu wtem myśl iście szalona: przenieść lenistwo na błękitne fale, znaczy się – popływać na materacu. Jak pomyślał, tak zrobił. I zasnął. Obudził się po nie wiedzieć jak długim czasie; poczuł szturchnięcie w ramię i stwierdził, że jest ono mało polskie; dziwnie tchnęło szturchnięciem greckim. Uniósł wówczas zmęczony wzrok i zauważył, że pada na niego stalowe spojrzenie ratownika, który powiedział coś srogiego – czego Czesław nie zrozumiał – i wrócił na swoje krzesełko.

Pan Czesław zapamiętał tę lekcję do końca życia. Nie wiedział, jak straszliwe rzeczy mogłyby się stać, gdyby ratownik nie obudził go w porę. Czy wypłynąłby na pełne morze, gdzie groziło mu pożarcie przez Scyllę i Charybdę? Być może. Od tamtej pory Czesław jest bardziej ostrożny. I słusznie. Wy też powinnyście być ostrożne, dzieciaki. Zasypianie na materacu jest groźne.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , , , , | Skomentuj

Malá Strana

Malá Strana to nazwa dzielnicy założonej w 1257 roku jako Nowe Miasto (Nova civitas sub castro Pragensi) przez króla Przemysława Ottokara II, zwanego Wielkim. Początkowo i aż do 1784 roku funkcjonowała ona jako oddzielne państwo, swoją obecną nazwę nosi od XIV wieku. W pierwszych latach swojego istnienia służyła za osadę kolonistów niemieckich. Za czasów króla Karol IV Luksemburskiego Malá Strana przeżywała lata świetności – to on rozbudował miasteczko i otoczył je murem obronnym (tzw. murem głodowym). Niestety, wojny religijne toczone pomiędzy husytami a Luksemburgami w Czechach w latach 1419-1436 oraz liczne pożary trawiły miasto i utrudniały tworzenie nowych budowli. Miało to wpływ na jego późniejsze losy – zamieszkującej Małą Stranę biedoty nie stać było na odbudowy i remonty, więc odsprzedano ziemie artystokratom – chętnym do takich zakupów ze względu na bliskość Hradczan. Sprawiło to, iż dzielnica zyskała charakteru rezydencjalnego. Stała się zresztą pierwociną zjednoczonej Pragi oraz miejscem zamieszkania bogatej magnaterii, m.in. rodów Wallensteinów, Lichtensteinów, Michnów i Nosticów. Pod koniec XVIII wieku bywał tu nawet słynny kompozytor – Wolfgang Amadeusz Mozart.

Wizyta w tej dzielnicy to najlepsza wycieczka dla turystów chcących poznać jak największą ilość zabytków bez konieczności zapuszczania się odległe rejony miasta. Na Małej Stranie roi się od ciekawych obiektów architektonicznych, kościołów, wystaw i galerii, a także knajp, sklepików i restauracji, między którymi można poruszać się tramwajem elektrycznym – to właśnie tu po raz pierwszy w Pradze, około 1890 roku pojawiły się takie pojazdy. Przystankiem tramwajów jest Malostranské náměstí (Rynek Małostrański), do początku XX wieku ozdobiony pomnikiem feldmarszałka Radetzky’ego. Charakterystycznym obiektem w tym miejscu jest osiemnastowieczny kościół św. Mikołaja zbudowany w miejscu rotundy św. Wacława. To nie jedyny obiekt sakralny, wart obejrzenia. Niedaleko znajduje się zbudowany przez niemieckich luteranów, aktualnie należący do karmelitów kościół Panny Marii Zwycięskiej w Pradze. W jego wnętrzu znajdziemy słynną woskową figurkę tzw. Praskiego Dzieciątka Jezus, podarowaną przez szlachciankę Polyksenę z Lobkovic.

Jedną z bardziej znanych i modnych, choć nie najstarszych atrakcji turystycznych jest mniejsza kopia paryskiej Wieży Eiffela, pamiątka po krajowej Wystawie Jubileuszowej na wzgórzu Petřín w 1891 – Petřínská rozhledna. Aktualnie 60-metrowa stalowa wieża używana jest jako punkt obserwacyjny i transmisyjny. Z wysokości 55 metrów czyli 299 schodów rozciąga się widok na całą panoramę Czech. Równie piękne widoki zaobserwujemy z samego wzgórza Petřín – z malowniczymi parkami i obserwatorium astronomicznym.

Parę akapitów wyżej wspomniane zostało, iż Mala Strana stała się dzielnicą arystokratów. Niektórzy z nich, tacy jak Albrecht von Wallenstein, pozostawili po sobie imponujące, pełne przepychu, ale świadczące też o próżności właściciela obiekty. Ów wódz i polityk wymarzył sobie rezydencję godną jego osoby, w efekcie na terenie wykupionych przez niego 25 domów powstał Pałac Waldsteina otoczony ogrodami (Valdštejnská zahrada) ze sztucznymi grotami skalnymi. Aktualnie siedziba czeskiego senatu. W zabytkowych obiektach znajdziemy też siedziby ambasad różnych krajów, m.in. Polski, Stanów Zjednoczonych, Włoch czy Rumunii.

Zanim zmęczeni wrócimy do jednego z licznych hoteli w okolicy. Na koniec dnia warto zobaczyć jeszcze tzw. Ścianę Johna Lennona, miejsce popisów grafficiarzy i spotkań fanów legendarnego Beatlesa.

Pewnym jest, że nie można nie odwiedzić dzielnicy Malá Strana będąc w Czechach. W końcu to miejsce funkcjonujące jako „Czechy w pigułce”.

Zwiedzając zabytki Pragi warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Pradze oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , | Skomentuj

Estadio Santiago Bernabéu

Stadion należy do hiszpańskiej drużyny piłkarskiej Real Madryt F.C. Turyści mogą zwiedzić tu każdy zakątek tchnący sławą i pracą sportowych idoli, a jednocześnie poznać historię tego jednego z najstarszych klubów sportowych. Tutaj każdy może poczuć się jak zawodowy piłkarz i cząstka ważnej historii.

Kiedy jeszcze Chamartín było miejscem zacisznym i spokojnym, ówczesnemu dyrektorowi klubu sportowego Real Madryt F.C. – Santiago Bernabéu – zaświtała idea stworzenia nowego i zarazem nowoczesnego miejsca dla swoich piłkarzy, które byłoby największym i najlepszym stadionem w całej Europie. Idea przerodziła się w czyn. 27 października 1944 roku położono kamień węgielny, co było możliwe dzięki udzieleniu Santaigo ogromnych kredytów przez hiszpańskie banki, a 14 XII 1947 roku stadion został zainaugurowany podczas meczu pomiędzy drużynami z Hiszpanii (Real Madryt) i Portugalii (Clube de Futebol Os Belenenses). Mecz obejrzało 75 tysięcy 145 widzów, z czego tylko 27 tysięcy 645 zajęło miejsca siedzące.

Pierwsza wielka renowacja stadionu miała miejsce w roku 1954 – od 19 czerwca w wydarzeniach sportowych może brać udział 125 tysięcy kibiców. W pół roku później decyzją Asamblea General de Socios Compromisarios stadion oficjalnie nazwano nazwiskiem swego twórcy – Santiago Bernabéu. W dwa lata później, w maju 1957 roku, odbył się tu pierwszy mecz przy oświetleniu elektrycznym, uznanym wówczas za najbardziej nowoczesny i najlepszy system elektryczny na świecie (w meczu zmierzyły się drużyny Real Madryt i Sport Club do Recife).

Kolejnym wielkim krokiem dla rozwoju stadionu były Mistrzostwa Świata w 1982 roku, które obchodzono w Hiszpanii. Za projekt przebudowy wzięli się bracia Luis i Rafael Alemany, synowie słynnego architekta Luis Alemany Soler, oraz Manuel Salinas. Prace trwały 16 miesięcy i pochłonęły 704 miliony pesos, z czego miasto Madryt wyłożyło 530 milionów pesos. Ze względu na nowe standardy oraz warunki postawione przez FIFA ograniczono liczbę miejsc dla kibiców do 90 tysięcy 800, z czego 24 tysięcy 550 znalazło się pod ochroną nowego dachu.

W połowie lat 80’ weszły nowe standardy, tym razem nad zmianami czuwało UEFA, a przebudowę zlecił ówczesny dyrektor klubu – Ramon Mendoza – grupie budowlanej Ginés y Navarro Construcciones, S.A. Kolejna renowacja rozpoczęła się zatem 7 lutego 1992 roku, kosztowała 5 milionów pesos, a stadion oddano ponownie do użytku w maju 1994 roku. Powstało wówczas trzecie, zachodnie skrzydło, unowocześniono windy oraz instalacje hydrauliczne.

Wraz z nastaniem Florentino Perez’a zmieniono nieco politykę eksploatowania stadionu. Nastawiono się na jego unowocześnienie oraz zwiększenie ilości udogodnień. W latach 2001 – 2006 zmieniono zatem fasadę Padre Damián, powstały nowe szatnie, boxy teatralne oraz strefy dla VIP’ów. W skrzydle zachodnim umieszczono specjalne pokoje dla gości honorowych, oraz specjalną strefę dla prasy, unowocześniono system audio-wizualny, nie zapomniano także o honorowaniu historii (sale trofeów) oraz miejscach spotkań i posiłków (bary, restauracje). Po tych wszystkich zmianach i przebudowach stadion może pomieścić 87 tysięcy 544 kibiców, którzy wszyscy mogą brać udział w meczu wygodnie siedząc. Widoczność jest niemalże tak samo dobra z każdego miejsca widowni.

W latach 2002 i 2004 stadion padł ofiarą zamachów terrorystycznych organizacji ETA. 24 października 2007 roku stadion otrzymał z rąk UEFA tytuł Stadionu Elitarnego, co równoznaczne jest z przyznaniem mu pięciu gwiazdek.

Stadion znajduje się w obrębie popularnej, jednej z najnowocześniejszych i najbardziej popularnych dzielnic – Chamartin, na skrzyżowaniu ulic: Paseo de la Castellana, Concha Espina, Padre Damián i Rafael Salgado. [Dzielnieca ta, często odwiedzana przez turystów, jest wyposażona w liczne, wygodne i tanie hotele oraz bazy noclegowe, z których często korzystają liczni turyści.]

Zwiedzając zabytki Madrytu warto zatrzymać się na tani nocleg. Hotele w Madrycie oferują dla swoich klientów atrakcyjne ceny noclegów i niepowtarzalny klimat oraz miejscową kuchnie.

Opublikowano Turystyka | Otagowano , , | Skomentuj